Jak będzie. Czyli zbiór różnych przypadków.

– Co mnie podkusiło? – Wymamrotał pod nosem brunet zasłaniając oczy od słońca. – Niewiedza jest jednak błogosławieństwem. Mimo początku maja było upalnie, ulice były pełne rodzin z dziećmi, jak to w naszym kraju podczas święta pracy. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy z tego jak wiele osób musi tego dnia pracować, mijali kawiarnie, patrole policji i zwykłych szaraczków ciesząc się promieniami słońca. Brunet w zamyśleniu minął stary rynek i zmierzał na wyspę młyńską. Nie był tu od wielu lat a musiał doskonale poznać teren zanim nadejdzie jutro. Dostrzegł most, w pierwszym odruchu zrobił krok w tył, mimo upływu lat emocje związane z tym miejscem były bardzo silne. Daj spokój Daniel, rusz dupę, zostało mało czasu. Wszedł nerwowym krokiem, szum rzeki trochę go uspokoił. Zatrzymał się na środku i popatrzył na nurt, było płytko, to wina zeszłego lata, było suche. – Stój, bo strzelam! – Rozległ się głos mężczyzny odciągającego spust broni. – Cisza, była zabójcza – Czyli jutra nie będzie. mruknął. Na jego ustach pojawił się grymas uśmiechu i przerażenia. – Co? Zeszczałeś się ze strachu? Daniel odwrócił się i zobaczył uśmiechniętą grubą twarz z sarmackim siwym wąsem. – Pan Kapitan? Mało się nie zesrałem. – Już nie kapitan nie widzisz pagonów? – Przepraszam Panie podpułkowniku. – Oj, przecież mówiłem Ci tyle razy, mów mi Władek. Co cię sprowadza w rodzinne strony? Daniel nie wiedział czy powinien teraz zasalutować, jego przygoda z wojskiem skończyła się dawno temu, tylko. Podpułkownik był krępym i niskim mężczyzną, tuż przed osiągnieciem 60 roku życia, jedyne, co mogło zdradzać jego wiek to siwe wąsy oraz rozszerzająca się łysina. Jego brzuch zdecydowanie zaokrąglał piękny mundur. – Wpadłem z odwiedzinami i trochę odpocząć. Błysk w oku Władka zapowiadał tylko jedno. – Synek synek, Ty przyjechałeś z wizytą? Nie było Cię tu tyle lat… nieważne, skoro już jesteś to trzeba Cię ugościć, idziemy do Karczmy. – Ale.. – Żadnego, „ale” to rozkaz, pamiętaj młokosie, kto był Twoim przełożonym. – Tak jest, jakże mógłbym zapomnieć. Obaj się uśmiechnęli i ruszyli powoli przez most. Daniel rzucił ostatni raz spojrzenie na płyciznę wody i zamyślił się nad swoim poprzednim życiem. Wiedział, że ma coraz mniej czasu, nie mógł też pogonić starego druha.

Daniel rozmyślał o tym jak w wieku 17 lat powiedział ojcu,  że chce być żołnierzem tak jak on. W pierwszej chwili w oczach jego taty pojawiły się łzy, chyba pierwszy raz w życiu widział coś takiego, ojciec objął go czule i nic nie odpowiedział. Jednak jego matka zareagowała bardzo intensywnie, próbowała wytłumaczyć mu, ze to niebezpieczne zajęcie. Daniel był jednak zdecydowany, mimo surowego wychowania widział w swoim ojcu wzór. Człowieka, który był na misjach w Etiopii, Namibii a nawet a Arabii Saudyjskiej podczas operacji Pustynna Burza. Teraz wiedział, że zachowanie taty nie było dumą, tylko smutkiem spowodowanym decyzja młodego chłopca. W Namibii ojciec Daniela i Władek spotkali się po raz pierwszy. Zostali przydzieleni do tego samego oddziału. To była ciężka przyjaźń, ojciec Daniela był wysokim mężczyzną o szpakowatej twarzy, pełnej wyrafinowanego chłody, o charakterze spokojnym, rzadko się uśmiechał, odzywał się rzadko, zawsze obserwował to, co go otaczało. W wojsku miał duży szacunek. Władek był zupełnie inny, wzrost nie był jego największym atutem, zawsze miał brzuch, wąs pod nosem i uśmiech. Gdyby ubrać go w cywilne ciuchy można rzec ze wyglądałby jak łagodny i nieszkodliwy człowiek, co jest dalekie od tego, jaki był na prawdę. Największe zaskoczenie wzbudzała jego szybkość i siła, każdy, kto szydził na temat jego wzrostu miał nieprzyjemność się o tym przekonać. Władek zawsze dużo gadał, śmiał i prowokował różne sytuacje. Daniel pamiętał z dzieciństwa jak komicznie wyglądali razem, jak dzień i noc, komediant i grabarz, woda i ogień a jednak mimo to pasowali do siebie. Może misje zagraniczne ich zbliżyły, w każdym razie był to chyba najbliższy przyjaciel jego ojca, i przez kilka lat zastępował go.

– Siadaj Daniel, jak widzisz nic tu się nie zmieniło od Twojego wyjazdu, dalej ta sama przyjemna karczma… to, co pijemy? – Właściwie to nie mam ochoty odkąd przyjechałem to czuje jakby cos stanęło mi w przełyku nie mogę ani nic przełknąć ani zjeść. Władek wybuchł śmiechem, ale w jego oczach pojawiło się zmieszanie. – Wódka z pieprzem synku, to zawsze pomaga na wszystkie problemy. Kelnereczko moja droga poprosimy dwa eliksiry młodości ekstra pieprzne. – Panie oficerze a może najpierw coś zjecie? Mamy pyszna zupę grochową, prawie jak wojskowa. – Szanowna Pani ma rację, toć strawa ważna jest, ale jeśli ta zupa smakuje jak grochówka w koszarach to będziemy potrzebować czegoś do zabicia smaku. – No nie, ta jest pyszna, przysięgam obiecuje że będzie Panom smakować. Kelnerka zaczerwieniła się w Władek był w swoim żywiole. – Kochana Pani kierowniczko… – rzucił Władek udając ochrypły przepity głos. – Z największą radością spróbujemy Waszych pysznych dań, jeno najpierw musimy wypalić posmak naszej garkuchni, aby nie zbezcześcić starań karczmarza.

– To znaczy, że dwie zupy i dwie lufy? – Może… – Tak złociutka dokładnie tylko żeby zupa była ciepła a wódka zimna nigdy na odwrót. Władek przerwał Danielowi, ten poczuł się jak podczas przygotowania do służby zasadniczej, zero sprzeciwu, wykonać wszystkie polecenia kapitana… znaczy Podpułkownika Władysława Kirke. – Widzę, ze nie mam zbyt dużego wyboru ani co do picia ani co do jedzenia? – Chłopcze pamiętaj, ze jestem starszy stopniem i masz wykonywać moje zalecenia, o a teraz wypijemy a później zjemy. – Nie jestem już w wojsku… – Ale wojsko dalej jest w Tobie, poza tym byłem Twoim dowódcą i przyjacielem rodziny, ze względu na sentyment nie masz odwagi mi się sprzeciwić. – Cholera miał rację, zawsze ma racje. Pomyślał Daniel i sięgnął po kieliszek wódki z pieprzem, który właśnie przyniosła kelnerka. – Nie ma to jak 50 ml krystalicznie czystej cieczy spływającej do Żołądka, zaraz poczujesz głód chłopcze… a spokojnie dziś stawia oficer. – Dziękuję, ależ to było paskudne, mam nadzieje, ze zupa będzie lepsza. – Synek! Pamiętaj wódka nie ma być smaczna to raz dwa zmiękłeś, bo aż się czerwony zrobiłeś od tego pieprzy w kieliszku to dwa. – A trzy? – A trzy to wcinaj zupę chuderlaku, a Panią prosimy o powtórkę z rozrywki, przecież musimy wypić na drugą nóżkę inaczej będziemy kuśtykać. Kelnerka żwawo pobiegła do baru. widać już zdążyła polubić Władka, jak każda kelnerka, z którą rozmawiał Władek. – To jak chłopcze, powiesz mi, czemu nie było Cię tyle lat u Nas? – Nie było czasu, chciałem, ale jakoś się nie złożyło. – Bzdury, ostatni raz byłeś tu z jakieś 5 nie 6 lat temu po tym jak skończyłeś szkołę oficerską. Właśnie, słyszałem, że od roku nie pracujesz już w policji. – Już tam nie pracuje, zrezygnowałem. – Mówiłem Ci ze głupi jesteś? – Tak na każdej mustrze. – To mówiłem służbowo, bo was trzeba trzymać krótko, jak się nie wrzaśnie to się nie słuchacie, czy ja Ci to prywatnie kiedyś mówiłem? – Prywatnie, to nie chyba nie.

– To teraz Ci mówię. Głupi jesteś. Z wojska odszedłeś, z policji odszedłeś, dokończyć nic nie potrafisz a zdolny jesteś. Rodziny nie odwiedziłeś już tyle lat! Matka Twoja sama siedzi i się martwi. Głupi jesteś, ona tak Cię kocha. Kochana moja zupa pierwsza klasa, ale dalej głodny i spragniony jestem, co mamy jeszcze dobrego. – Właściciel powiedział, że jak Panowie oficerowie maja czas to ma pyszną wódkę z ziemniaków i kucharz przygotuje cos specjalnego na koszt firmy. – Czemu? Spytał Daniel – Bo podobno Pan to bohater narodowy. – Ach tak służyło się tu i ówdzie, miło ze właściciel o nas pamięta. Władek dumnie wypiął pierś. – Właściwie to właściciel mówił o tym młodym Panie, o Panu to powiedział żeby uważać żeby Pan wszystkiego nie zjadł i nie wypił.- Tak powiedział? – Właściwie to powiedział żeby nie wyżarł i się nie schlał, bo znowu zacznie robić awantury ten stary dziad. – Tak powiedział? Zbyszek ja Ci nogi z dupy powyrywam! Zanim Daniel się zorientował Władek maszerował na zaplecze do gabinetu właściciela. Daniel zanosił się śmiechem, widząc prawie purpurowego starca, który z rozmachem otworzył drzwi.- On go zabije, on zabije! – Spokojnie nic się nie stanie, co najwyżej siniakiem pod okiem. Oni się znają od lat. Jak przenieśli Pana Podpułkownika w te okolice to często tu bywał za młodości Pana Zbyszka, to trudna znajomość, bo zawsze lubili sobie dopiekać, nic się nie stanie. Po kilku minutach Władek już spokojny wrócił do stolika. Poprawił mundur, usiadł i się zaśmiał. – Chłopcze, żebyś Ty widział jego minę, mało przez okno nie wyskoczył. – Czym go tak wystraszyłeś? – Niczym po prostu budzę respekt. – Groziłeś mu bronią? – Zaraz groziłem, sam zaczął, ale szybko doszliśmy do porozumienia i się napiliśmy na zgodę. Daniel w tym właśnie momencie pomyślał ze nic się nie zmieniło Władek dalej rozrabia. Ich stosunki można opisać tytułem filmowym “Zgryźliwi tetrycy”, no może nie są jeszcze tacy stetryczali. – Daniel wróćmy do naszej rozmowy, na czym to stanęło… wiesz co może zaczniemy od początku jak to się stało ze wyleciałeś z Policji, przecież awansowałeś na detektywa? – Władek, powiedzmy, że miałem konflikt interesów z kilkoma osobami. – Polityczne gierki jak się domyślam? – Można tak powiedzieć. Daniel powiedział część prawdy, miał konflikt interesów, dosyć spory. W wojsku nauczył się solidarności z oddziałem, w tym wypadku z wydziałem do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Wiedział on, że należy trzymać język za zębami nawet, jeśli coś nie idzie zgodnie z regulaminem. Przymykał, więc oko na to, że zatrzymany czasami był równo obity, w sumie bandzior, tłumaczył sobie, niektórzy z “kolegów” miewali różne dziwne znajomości, ale czego nie robi się dla dobra śledztwa. Daniel musiał się dostosować, z wyróżnieniem skończył szkołę oficerską a jako były wojskowy szybko piął się po szczeblach kariery. W wydziale był niespełna 3 miesiące, gdy do ich tyłków zaczęły się dobierać grube ryby z kontroli wewnętrznej. Jak się dowiedział kilka osób było podejrzewanych o kontakty z gangsterami, przyjmowanie substancji zakazanych a nawet branie łapówek, dowodów jednak brakowało. Daniel nic sobie z tego nie robił, trzymał się swoich zadań. Tego dnia musiał iść do dzielnicy Romów popytać o jednego kuriera. Znał tam już kilka osób, więc wziął flaszkę i poszedł, niczego się nie dowiedział, ale spotkał cygankę, która chciała powróżyć mu za symboliczna opłatą. Podpity Daniel wdał się z nią w dyskusje, myślał, ze od niej coś wyciągnie. Ta zaś powiedziała mu znacznie więcej niż chciał wiedzieć. Nie o sprawie a o jego przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Młody detektyw uznał że zmarnował czas i jeszcze ta głupia cyganka wzięła 50 zł.  Wchodząc na komisariat zobaczył coś, co w pokrętny sposób przewidziała cyganka. Widziała ona dzika atakującego małego kotka. Była jednak małą różnica dzikiem był niezwykle otyły policjant, który solidnie okładał chłopaka, który miał nie więcej niż 16 lat, na koszulce z wizerunkiem Garfielda pojawiły się pierwsze krople krwi. Daniel spojrzał w oczy chłopaka, niezwykle przypominał mu jednego z dzieciaków, którego spotkał podczas misji. Przypomniał sobie też jak widział zwłoki tego chłopaka, wtedy coś w niego wstąpiło. Zrobił się blady, wpadł do gabinetu knura, chwycił go rękoma za łeb jednocześnie uderzając kolanem w szczękę. Dzik stracił swe kły i to dosłownie. Sprawa musiała zostać zatajona. Dowódca nie mógł sobie pozwolić na to, żeby kontrola wewnętrzna miała jakikolwiek powód żeby przyglądać im się jeszcze bardziej, poza tym Daniel i tak wiedział już za dużo. Dał mu wybór, albo sam złoży wypowiedzenie albo zgnoją go do reszty, o przeniesieniu nie było już mowy, to co zrobił skreślało go definitywnie.

– Ej, chłopcze coś się tak zamyślił, pytałem czym się teraz zajmujesz. Władek bacznie przyglądał się Danielowi. Lubił nazywać go chłopcem choć ten miał już 30 lat. – Po odejściu z policji zacząłem działać w sektorze prywatnym. Zdobyłem licencje detektywa. – To jakie zlecenie masz tym razem? – Nic, przecież przyjechałem odpocząć. – Nie bierz mnie za głupca, wiem, że nie przyjechałbyś tu bez powodu. Daniel, nie możesz się tym zadręczać, nie możesz być zły na ojca za to co zrobił. – Nie winię go, już nie jestem na niego zły, wiem, że to było spowodowane tym co się działo na misjach. Mam do niego żal, że mama została sama. Jeśli mam być szczery też chciałem skoczyć z tego mostu, wiesz zaraz po tym jak mnie odznaczyli. – Nie wiedziałem, to dlatego odszedłeś z wojska, bohater z depresją… czemu nic nie mówiłeś? – Nie jestem bohaterem, muszę iść, już prawie czwarta. – Domyślam się, że nie odwiedziłeś jeszcze matki? – Jeszcze nie miałem okazji. – Zrób to. – Zrobię to spokojnie.

Daniel poprawił czarny krawat i wygładził białą wymiętą koszulę. Ruszył przez Wyspę młyńską, wyciągnął paczkę, z miękkiego opakowania wyjął papierosa i powoli się zaciągnął. Był zamyślony, ciągle wspominał przepowiednie cyganki. Jak do tej pory wszystko się sprawdzało. Teraz zastanawiał się nad ostatnim fragmentem. Cyganka powiedziała, że w domu w majowy dzień Daniel spotka się ze śmiercią. Szedł spokojnie ulicą, do spotkania z informatorem miał jeszcze dwie godziny. To było jego największe zlecenie i bardzo niebezpieczne. Pewnego dnia zgłosiła się do niego zamożna kobieta, która podejrzewała, że były kochanek zabrał jej najcenniejszą pamiątkę po dziadku, limitowany zegarek rolexa. Kobieta chciała odzyskać zegarek i płaciła gotówką. Sprawa zaczęła być ciekawa, gdy sprawdzał zdjęcie i dane u znajomego z wydziału. Taki człowiek nigdy nie istniał, ale zdjęcie w 80% pasowało do jednego z przemytników. Igor Sasin, podwójne obywatelstwo, nigdy nie był skazany, wiecznie podejrzany. Daniel krótko się wahał, 10% wartości zegarka wartego ponad 200 tysięcy złotych, przekonała go. Nie wiedział wtedy, że poszukiwania swojego celu doprowadzi go do rodzinnego miasta i do spotkania ze śmiercią. Zadanie było proste, odzyskać zegarek i nie dać się zabić. Daniel miał nadzieję, że cyganka, choć raz się myliła. Szedł w kierunku mieszkania matki. Postanowił kupić kwiaty, znalazł ostatni czynny stragan i nabył bukiet pięknych czerwonych róż, jej ulubione. Jak zwykle przywitała go uśmiechem. Spotkanie było dla niego bardzo krępujące. Spędzili dwie godziny wspominając jak było kiedyś. Daniel szybko nadrobił wszystkie plotki dotyczące ich wspólnych znajomych. Rozmawiali tylko o błahostkach. On bał się wstydu, który przyjdzie gdy mama zapyta, czemu jej nie odwiedza, ona z kolei bała się jego złości i zakończenia wizyty. W taki sposób spędzili popołudnie. Pożegnał się czule i łamiącym głosem powiedział, że ją kocha, obiecał, że spędzą święta razem.

Schodząc po schodach kurczowo trzymał się poręczy, czuł się słabo. Rękawem białej koszuli otarł łzę spływającą po policzku, wziął głęboki oddech. Ruszył pewnym krokiem na najważniejsze spotkanie dnia. Drzwi komendy policji były uchylone, wieczór był ciepły każdy chciał zaczerpnąć świeżego powietrza. Przedstawił się dyżurnemu i powiedział, z kim chce się widzieć. Posterunkowy zaprowadził Daniela do małego pomieszczenia, w którym były dwa krzesła i mały biały stół. Po kilku minutach wszedł jego były przełożony, z nieukrywanym zadowoleniem przywitał gościa. Nie było to bezinteresowne spotkanie, każda informacja jest coś warta. W tym przypadku były to 2 000 zł. Daniel nie był jednak szczęśliwy z tego, czego się dowiedział. Jeden z podwładnych Igora wynajął małą sale bankietową w karczmie na wyspie młyńskiej. Rezerwacja była od godziny 21. Taka impreza nie mogła przejść niezauważona. Detektyw podejrzewał, że Igor będzie tam prowadził negocjacje biznesowe. Wyspecjalizowana jednostka policji od kilku dni była już na miejscu. Daniel wiedział jak ważne będzie aresztowanie Igora i jeśli dziś da im choćby najmniejszy powód to zegarek przepadnie. Wyszedł z komendy targała nim złość i strach. Podjął decyzje, cyganka na pewno się pomyliła a on potrzebuje pieniędzy, warto zaryzykować. Miał plan. W karczmie toalety znajdują się tylko na parterze a sale bankietowe na pierwszym piętrze. Daniel miał dwie szanse albo dorwie go na papierosie lub w toalecie. Przy odrobinie szczęścia pęcherz Igora nie wytrzyma zanim dokończą transakcje. Tu geniusz planu się urywał, bo jedyne, na co mógł wpaść to znokautowanie Igora i zabranie mu zegarka. Był jeszcze jeden problem, jeśli złapie go policja będą problemy.

Daniel usiadł w karczmie, zamówił wodę i zupę. Obsługiwała go ta sama kelnerka z popołudnia. Początkowo go nie poznała Okulary z grubymi oprawkami nieznacznie zniekształcały twarz, płaszcz znacznie pogrubiał posturę detektywa. Daniel mimo skromnych możliwości starał się przygotować najlepiej jak mógł. Wszystkie dokumenty zostawił w pokoju hotelowym, w kieszeni trochę gotówki a smartfon zastąpił przestarzałym telefonem z klapką.

Mijały godziny, Daniel zastanawiał się, co robi ze swoim życiem, z praworządnego człowieka, który miał swój kodeks honorowy stał się podrzędnym detektywem, który ma zamiar ukraść zegarek. Stoczył się nisko i doskonale o tym wiedział, było jednak za późno żeby się wycofać.

Wybiła 22.00 a ludzi Igora dalej nie było, zastanawiał się czy to nie była zwykła podpucha ze strony przemytnika, zaczynał też mieć wątpliwości, co do swojego informatora. Rozglądał się po karczmie w poszukiwaniu narzędzi nagrywających. Jeśli planowali akcje musieli mieć jakiś podgląd. Nic nie zauważył, albo wszystko było przygotowane perfekcyjnie albo dał się wykorzystać. 23.00 dalej nic, zamówił jeszcze jedną szklankę wody. W oczach kelnerki widział już zmęczenie, karczma zawsze była czynna do ostatniego gościa i wyglądało na to, że był nim właśnie on. Nagle do karczmy wpadła grupka dobrze pijanych mężczyzn. Daniel miał świetne miejsce obserwacyjne, widział drzwi wejściowe, schody na piętro oraz przejście do toalet. Sam zaś znajdował się w dobrze osłonionym i zaciemnionym rogu sali. Elegancki mężczyzna wezwał kelnerkę, wręczył jej 200 zł i kazał zaprowadzić się do prywatnej sali. Za nim ruszyło czterech dobrze zbudowanych mężczyzn, jeden miał ze sobą plecak na laptopa. Jednak żadnym z tych ludzi nie był Igor. Minęło kilka minut a kelnerka ciągle wnosiła butelki różnych alkoholi, rozmaite przekąski i talerze. Daniel naliczył ich 10, co mogło oznaczać, ze druga grupa jeszcze przyjdzie. Tuż przed północą weszła kolejna grupa, ta wyglądała na trzeźwą, lecz bardzo zmęczoną, w niej również zabrakło Igora. Po kolejnych 15 minutach wszedł i on. Mężczyzna średniego wzrosty z dłuższymi włosami i wyraźnymi zakolami. Miał na sobie skórzaną kurtkę koszulę, spodnie i buty od garnituru. Daniel nerwowo spoglądał na jego rękę, tak miał na sobie zegarek, na drugiej ręce miał złotą bransoletkę. Pomyślał wtedy, że lata 90 jeszcze nie umarły. Pozostało czekać dalej. Przekonał kelnerkę, aby pozwoliła mu zostać jeszcze trochę, obiecał, ze gdyby Panowie ją zaczepiali będzie miała ochronę w jego osobie. To zadziałało, poza kucharzem i barmanem nie było już nikogo więcej z obsługi. Minęła kolejna godzina, impreza zdawała się rozkręcać na dobre, oczekiwanie stało się wręcz nieznośne. Zobaczył jak Igor lekko chwiejnym krokiem schodzi na dół, niespiesznie kierował swoje kroki do toalety. Serce Daniela biło silnie jak nigdy wcześniej, zagłuszane było jedynie przez coraz większy gwar z sali bankietowej. Igor wszedł do toalety. Po kilku sekundach detektyw ruszył pewnie w to samo miejsce. Nagle usłyszał łomot i rozbijane szkło. Nie był pewny, co to mogło oznaczać, miał jednak nadzieję, że nie pokrzyżuje mu to planów.

Igor wyłonił się z łazienki, ich oczy się spotkały, dzieliło ich zaledwie 10 metrów. W mgnieniu oka przemytnik zniknął za drzwiami. Daniel ruszył pędem za nim. Gdy wpadł do toalety zobaczył otwarte okno i wyskakującego przez nie Igora. Detektyw zwinnym skokiem podążył za celem. Jego przeciwnik mimo alkoholu biegł szybko, z oddali zaczęły rozbrzmiewać syreny policyjne.

Igor biegł przed siebie, nie znał wyspy młyńskiej, w przeciwieństwie do Daniela. Były wojskowy wiedział jak może to wykorzystać, prędzej czy później cel będzie musiał kierować się w stronę mostu. Wykorzystując skrót, przeciął mu drogę i silnym uderzeniem w twarz wytrącił z równowagi. Kolejny cios trafił prosto w skroń, Igor padł opierając plecy o drzewo. Daniel szybko zdjął zegarek z jego ręki. Ruszył w głąb wyspy. Wyjął telefon, wykręcił numer, podał lokalizacje przemytnika i szybko się rozłączył. Zajął bezpieczną miejscówkę. Musiał poczekać aż policja skończy akcje i będzie można spokojnie wrócić do hotelu. Dalej było niebezpiecznie, jeśli któryś z towarzyszy Igora wymknął się zaczną przeszukiwać cała wyspę. Na szczęście tak się nie stało, po kilku minutach zobaczył w oddali światła syren, które kierują się do miasta. Wyjął ostatniego papierosa, zapalił go i delektował się zwycięstwem. Dla pewności odczekał prawie godzinę. Delektował się spacerem i czekał aż resztka adrenaliny opuści jego ciało. Pomyślał, ze już czas wracać, niedługo zacznie świtać, było mu już zimno.

Powolnym krokiem szedł w stronę mostu, jego serce zamarło. Widział postać stojącą poza barierkami, była wyraźnie gotowa do skoku. Przypomniał sobie śmierć ojca, Daniela wtedy nie było w domu by zatrzymać tą tragedię. Powoli podszedł do postaci. – Woda jest zbyt płytka, połamiesz się i następne miesiące skończysz w szpitalu, chcesz tego? – Nie chce już niczego, nie chce żyć. Odpowiedział drżący kobiecy głos. Daniel podszedł bliżej, oparł się o barierkę, spojrzał na piękną kobietę, która miała może 25-28 lat. Lekki wiatr rozwiał jej włosy, znał ją. – Maja to Ty? – Skąd znasz moje imię? Detektyw zdjął okulary i wrzucił je do rzeki, niepewnie się uśmiechnął. – To ja Daniel, nie poznajesz mnie? Chodziliśmy razem do klubu sportowego. Trenowałaś szermierkę. – Teraz Cię poznałam bez tych okularów, jesteś tym żołnierzem. Teraz mnie zostaw mam ostatnia rzecz do zrobienia! – Właściwie, dlaczego chcesz to zrobić? – Co Cię to interesuje? Zostaw mnie dla mnie nie ma już szansy. – Kiedyś też tak myślałem, nie będę Ci opowiadał ze zawsze jest nadzieja i wszystko można naprawić nie powiem też takich bzdur, jakie życie jest cudowne i szczęśliwe. Daniel spojrzał w dal i zamyślił się, w środku czuł ze wszystko mu się przewraca, zachowywał jednak zimna krew. – Życie jest beznadziejne, nie mam już siły być na tym świecie. – Dlaczego? – Czemu mam Ci to mówić? Co Cię obchodzi ktoś taki jak ja, przegrałam życie? – Masz dziś w planach tyko jedno, a skoro już tu stoimy możemy porozmawiać. – Nie mamy o czym rozmawiać, nie mam już na to siły. Wiesz jak to jest stracić wszystko? Życie ukochanej osoby, cele marzenia, wszystko, do czego człowiek dąży obraca się w pył. – Możesz mi nie uwierzyć, ale wiem, kilka lat temu mój ojciec skoczył z tego samego mostu, na którym właśnie stoimy.. Głos mu się załamał, szybko ochłonął, spojrzał w jej oczy, widział tam mętlik, zakłopotanie, zagubienie i co najbardziej przerażające brak życia. – To był Twój ojciec? Bardzo mi przykro, ale dla mnie jest już za późno nie zmiennie zdania. – Wiesz, żałuję jednego, ze nie miałem okazji z nim porozmawiać, choć ten jeden ostatni raz. Chciałbym usłyszeć jak wyrzuca z siebie wszystko, jak ze mną rozmawia, może, choć Ty ze mną zechcesz porozmawiać. – Ale, po co, jaki jest w tym sens? – Szczerze nie wiem. Nie sądzisz, że to dziwne, jesteśmy chyba jedynymi osobami w mieście, które nie śpią. Kiedyś się kolegowaliśmy, oboje mamy historię i spotykamy się tu po latach na tym moście, na którym skończył życie mój ojciec. Powiedz mi, co masz do stracenia? – Chyba nic, twierdzisz, ze to niby przeznaczenie? – Chyba nie wierzę w przeznaczenie, może kiedyś wierzyłem. Jednak nie jest to zwykły przypadek przynajmniej masz teraz masz kogoś, kto Cię wysłucha, obiecuję, że po rozmowie nie będę Cię do niczego namawiał. – Dobrze, w sumie i tak w planach mam tylko jedną rzecz do zrobienia. Daniel uśmiechnął się, Maja zaczęła mówić, jej historia była bardzo przygnębiająca, opowiadała o śmierci swojego narzeczonego, o tym jak zachorowała i popadła w depresję. Daniel nie tylko słuchał, ale i sam zaczął dzielić się z nią tym, co leżało mu na sercu. Wiedział, że szczerość to jedyne, co teraz ma. Historia za historię nie pocieszali się wzajemnie, rozumieli swój ból. Daniel opowiedział o swojej przygodzie z policją, Maja była wyraźnie zaciekawiona. Zaczęli opowiadać, co robili po tym jak urwał im się kontakt. Detektyw czuł, ze zaczyna wygrywać tą walkę. – A pamiętasz jak na obozie sportowym przypadkiem wszedłem do damskiego prysznica i akurat tam byłaś? – Przypadkiem, nie sądzę. Maja lekko się uśmiechnęła pierwszy raz od momenty, gdy zaczęli rozmowę, do tej pory były tylko łzy. – Ile wtedy mieliśmy lat? – Ja miałam 16 Ty prawie 18. – Tak to prawda, wtedy nawet podkochiwałem się w Tobie. Dziewczyna zarumieniła się. – Dlatego wszedłeś pod prysznic zboczeńcu? – To był przypadek, ale po tym wydarzeniu wiedziałem, że nie mam szans się z Tobą umówić. – Prawda nie miałeś i dalej nie masz. – Tak wiem, zwłaszcza, że nasze ostatnie spotkanie… wiesz dobrze się z Toba rozmawia. Szkoda by było gdybyś to zrobiła. – Nie rozumiesz, ze ja nie mam siły? – Rozumiem liczyłem, ze chcesz ze mną jeszcze trochę porozmawiać. Daniel nie miał zamiaru się poddać, wspominali dalej, wziął ja na przetrzymanie. Widział jak trzęsie się z zimna, jest pewnie bardzo zmęczona tak samo jak on. Ostatnia szansa, muszę ją jakoś rozbawić, pomyślał detektyw. Strategia odniosła sukces, na ustach Majki pojawił się uśmiech. – Trzęsiesz się okryje Cię moim płaszczem. – Próbujesz mnie przekonać żebym zeszła? – Tak, już Ci mówiłem, woda jest zbyt płytka tylko się połamiesz a ja nie lubię szpitali. – Ja też źle mi się kojarzą. – Właśnie, co Ty na to żebyś poczekała aż poziom wody się podniesie? Wiesz daj sobie ostatnią szansę może cos się w Twoim życiu zmieni. – Nic się nie zmieni, ale masz racje, dziś pewnie by mi się nie udało. – Chodź, bo nabawisz się zapalenia płuc. – Może od tego umrę. Gdy Maja zeszła okrył ją płaszczem. – Horyzont jest już prawie szary, niedługo będzie świtać, chodź znam jedno miejsce, które ma kawę, paskudną, ale to nam dobrze zrobi. – Daniel, która godzina? Detektyw wyjął z kieszeni spodni złoty zegarek. Czwarta rano. – Chyba trochę później o czwartej jest jeszcze całkiem ciemno. Fakt, musiało być później. Zegarek nie działał. Tyle trudu poszło na marne, dalej liczył na część nagrody. Daniel zamiast wściekłości czuł rozbawienie. – Jak myślisz, jak będzie? – Moja droga, jeśli pytasz o dziś to spokojnie jak to drugiego maja, część osób będzie pracować, większość będzie cieszyć się wiosenną pogodą. Jeśli pytasz jak będzie w lato to mam nadzieję, że sucho, bardzo sucho. Jeśli zaś pytasz ogólnie to nie wiem, życie jest pełne dziwnych przypadków. – Wiem, myślałam, ze dziś spotkam śmierć. – Ja też tak myślałem. Daniel w duchu dodał i spotkałem śmierć w domu, ale tym razem nikogo nie zabrała. Ruszyli w poszukiwaniu kawiarni a on rozmyślał czy wierzy w przeznaczenie czy nie.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *